piątek, 22 lutego 2013

część I

Witam serdecznie wszystkich. Jest to mój pierwszy blog tego typu, zawierający opowiadania, także proszę o wyrozumiałość i wasze opinie ; ) 


***

Jesteśmy tylko ludźmi, zachłannymi istotami, łaknącymi szczęścia i bezpiecznego zakątku. Jedni szczęśliwcy osiągną ten stan szybciej, drudzy później, a jeszcze inni wcale. Do tej ostatniej, odrzuconej od społeczeństwa grupa należała Suz, kobieta o  strudzonej postawie, tak ciężko ukaranej przez los. Jej zalane głębokimi zmarszczkami oblicze wskazywało na starczy wiek. Suz, swego czasu zamieszkiwała Dom Spokojnej Starości, jednak mimo licznej nadziei, życie pokazało jej, iż nie zawsze jest słodkie, iż czasem potrafi być okrutne, można by rzec bezlitosne. Bowiem ogromna tragedia spotkała staruszkę. Kilka bądź kilkanaście lat wstecz, podczas hucznego festiwalu odbywającego się na ulicy, tuz obok placówki, w niewyjaśnionych do tej pory okolicznościach najpierw ogniem zajął się sąsiedni budynek, następnie dom kobiety. Płomień nie oszczędzał nikogo, ani niczego, co napotkał na drodze. Wyżerał wszystkie dusze budynku, syczał i drwił ze schorowanych staruszków, niezdolnych chociażby opuścić swego łóżka. Swą naturą przypominał nikogo innego, niż Belzebuba, który właśnie wyłonił się z otchłani piekieł po swe nowe ofiary, po swych wiecznych sług, skazanych na wieczne utrapienie. Po niespełna kilku minutach ogień wdarł się do pokoju Suz. Staruszka leżała na swym łożu, w tej chwili wyłącznie śmierci. W prawej ręce z całych sił ściskała różaniec, odmawiała głośno Ojcze Nasz. Lewą rękę z całej siły zacisnęła na poręczy rozlatującego się łózka. Teraz przyszli po nią. Nie było już ratunku. Może to i z powodu choroby i starczego, wieku, może z powodu hałasu i wrzawy panującej w budynku słyszała głosy, szepty. One do niej przemawiały. Jakby chciały ją o czymś uświadomić. Zanim jednak zrozumiała ich przesłanie, ogień zajął jej piżamę. Kobieta oddychała coraz głębiej, coraz mocniej ściskała również różaniec. Złośliwy duch podążał wyżej i w jednej sekundzie pochłonął ciało, duszę. Ostatnim tchnieniem Suz wypuściła różaniec z ręki, który z wielką lekkością upadł na osmoloną posadzkę. Druga ręka jednak dalej ściskała pozostałości niegdyś metalowej poręczy.

6 komentarzy:

  1. Nie uwierzę, że to twój pierwszy blog :O , to jest zajeb****. Wyłapałam tylko jedną literówkę . Widać, że masz talent.

    OdpowiedzUsuń
  2. WOOOOOOOOOOOOOOOOOW *O* ZARĄBISTE!

    OdpowiedzUsuń
  3. Gabilamo! ♥♥

    OdpowiedzUsuń
  4. fajny post;)



    bezimienny szymon.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. cudowne,czekam na kolejne części :)!

    bezimienny-szymon.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy